Homilia – bp Jan Kopiec

top feature image

Homilia – bp Jan Kopiec

Kręte drogi miłującej duszy wybranej przez Boga

Msza św. w czasie Dni Dulcissimiańskich

Racibórz, kościół pw. Wniebowzięcia NMP – 21 V 2022 r.

 

Ekscelencjo, Drogi Pasterzu Kościoła opolskiego,

Drogie Siostry Maryi Niepokalanej z Matką Generalną na czele, wraz z osobami życia konsekrowanego,

Kochani Współbracia w kapłańskiej posłudze,

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

 

Gromadzi nas dzisiaj osoba wyjątkowa, która wymyka się naszym powszechnym wyobrażeniom o kandydatce do chwały ołtarzy. Wpatrzeni jesteśmy w córkę górnośląskiej ziemi, której ziemskie życie zamknęło się w zaledwie 26 latach. Może zastanawiamy się, czego można się spodziewać po tak młodej osobie, bowiem w życiu zakonnym nie było jej dane rozwinąć szerokiej aktywności apostolskiej, na miarę naszych wyobrażeń. Obecna jest jednak w tym prowadzeniu naszej drogiej siostry głęboka mądrość, ukazana przez Bożą Opatrzność, która zwróciła uwagę na niedoceniane przez nas – z pewnością tak było przez wszystkie wieki – skomplikowane drogi, zmierzające do najdojrzalszych kwestii ludzkiej egzystencji.

Ziemskie uwarunkowania tego niezwykle heroicznego życia Heleny Hoffmann – siostry Marii Dulcissimy – są znane, zapisane już w licznych książkach i artykułach, a w czasie tego spotkania będą jeszcze precyzyjniej przybliżane. Od jej śmierci dzieli nas już 86 lat. Niby to była inna epoka, w której przyszło jej żyć i dojrzewać do świętości. Jednakże niezmienne pozostają fundamentalne plany nakreślone przez dobrego Boga, który wszystkich nas zna po imieniu i po naszych odruchach serca i tęsknotach duszy. On wybrał ją z górnośląskich realiów Zgody, dzisiaj świętochłowickiej; wykorzystał też doświadczenia ze strony ojca z Gąsiorowic w pobliżu Strzelec Opolskich. Oparł swoje plany na walorach ducha tej rodziny, wspaniale realizującej wezwania do przeznaczonego celu, wyrażonego podczas nauczania na ziemi palestyńskiej: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Przyznajmy szczerze, że wziąć sobie do serca takie wskazanie na pewno nie należy do łatwych i nie wolno go traktować pochopnie. Rodzinny dom i rodzice osobiście zdołali jednak dać młodej Helenie solidny fundament, nie budując wyłącznie na intelektualnych dywagacjach, ale wdrażając swoją córkę do kształtowania w sobie postawy odpowiedzialności za dary nadprzyrodzone. Można w świetle zachowanej dokumentacji głębiej pomyśleć, jak poprzez drobne, ale liczne dobre uczynki hartowała się wola dziewczynki w środowisku górniczych rodzin, gdzie nie brakowało mimo wszystko oparcia i poczucia stabilizacji, a uśmiech dziecka, wyciągnięta przyjaźnie ręka potrafiły wzbudzić wiarę w Bożą Opatrzność. Tą drogą ona sama nabywała odwagę, roztropność i dojrzałość. Jak sama przyznawała w swych notatkach: „Pragnęłam czegoś, czego moje wnętrze, moje serce szukało” (M. Zieleń OCD, Wierny szmaragd Polski, wyd. 2, Katowice 2020, s. 27). Była w tym autentycznie przejęta poznanymi charyzmatami św. Teresy od Dzieciątka Jezus. I na pewno pytamy samych siebie: ile znajdziemy młodych osób zdolnych w warunkach górniczego osiedla dojść do fascynacji osobą i myślami tej świętej, beatyfikowanej w 1923 r. i kanonizowanej dwa lata później, a przez św. Jana Pawła II ogłoszonej Doktorem Kościoła w 1997 r., która poprowadziła naszą wspaniałą kandydatkę do chwały ołtarzy – do takiej fascynacji, by pielęgnować ten podziw aż do szczytów heroizmu?

Helena była bystrą obserwatorką życia społecznego i kościelnego swojej partykularnej wspólnoty, jaką stanowiła parafia. Chłonęła świat w tych przejawach, jakie stworzyła atmosfera po I wojnie światowej dla Śląska, gdy jej mała ojczyzna włączona została do odrodzonej Polski. Ona z kolei włączyła się w życie Kościoła – 5 maja 1921 r. przystąpiła do I Komunii Świętej, w wieku 15 lat dokonała aktu oddania się Trójjedynemu Bogu i prosiła wówczas o łaskę powołania do życia w zakonie; 5 maja 1927 r. umocniona została sakramentem bierzmowania. Była dość krytycznym obserwatorem toczącego się wokół niej życia. Przy tym niezmiennie kochała swych rodziców, z szacunkiem spoglądała na duszpasterzy, dorastała też do zrozumienia charyzmatu życia konsekrowanego, co wyjawiła matce i ojczymowi w lipcu 1925 r. jako decyzję o chęci wstąpienia do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. Widocznie w ocenie młodej chrześcijanki, stawiającej sobie wysokie ideały, siostry zdały pomyślnie egzamin i mogły doświadczyć jej zaufania, kiedy w 1927 r. była gotowa zgłosić się do zgromadzenia. Nie obyło się bez kwestionowania jej decyzji nawet ze strony rodziców, ale Bóg ma swoje plany, o czym świadczy jej dalsza droga.

Na pewno ani ona sama, ani nikt w zgromadzeniu nie przypuszczał, że 17-letniej kandydatce będzie dane dojrzewać do świętości zaledwie przez dziewięć lat. Posłusznie przechodziła przez wszystkie szczeble wyznaczone przez reguły zakonne. Jednakże obok niezwykłej gorliwości wyróżniała się tym, że zmagała się z chorobą, której nigdy nie pokonała: zdiagnozowany guz mózgu nie pozostawiał nadziei. Ale takie okoliczności przewidział wszechmocny Pan, który prowadził swoją wybraną duszę do prawdziwej świętości. Łatwe to nie było i nie brakowało bólu fizycznego ani smutku, że nie mogła realizować wymodlonego i dającego wiele radości stylu posługiwania w zgromadzeniu zakonnym ludziom potrzebującym jakiegokolwiek wsparcia. W tym trudnym dla siebie momencie życie zupełnie świadomie złożyła wieczystą profesję w Brzeziu nad Odrą w 1935 r.

Siostra Dulcissima była obdarowana rzeczywistym przywilejem mistycznego patrzenia na świat i tajemnice życia w nadprzyrodzonym wymiarze. Nadto doświadczyła możliwości identyfikowania się ze Zbawicielem poprzez stygmaty, posiadała przenikliwe zrozumienie tajemnic, jakich zwykli ludzie nawet nie potrafią sobie wyobrazić. Mimo nadprzyrodzonej więzi z Trójjedynym Bogiem, siostra Dulcissima w swym zakonnym życiu doświadczyła wiele trudności, nie wyłączając niezrozumienia. Tylko głęboka wiara potrafiła dać jej rękojmię wytrwania. Wizje Małej Tereski, która prowadziła ją ciemnym wąwozem, by ukazać świat pełen zła i ciemnych mocy, uznawała za wyjątkowy przywilej, kierujący ją do jeszcze bardziej zwielokrotnionego zaufania Bogu, który kieruje losami świata. To bardzo bogate życie duchowe – jak łatwo nam ujrzeć w świetle jej osobistych zapisków – toczyło się w latach 30. ubiegłego wieku, w atmosferze narastania wrogich ideologii, chęci zniszczenia Kościoła, zbrojenia siły – co rzeczywiście doprowadziło do wielkiej wojny, którą s. Dulcissima już widziała w obrazie płonącego czerwonego nieba. Czy to nie za dużo jak na jedną duszę stawiającą sobie wysokie wymagania? Tak może jest w odruchu ludzkim – dla Boga jednak liczy się inny sposób realizowania wyznaczonej ekonomii zbawienia. Ziemska droga zamknęła się dla s. Dulcissimy 18 maja 1936 r. Przy tym powiększał się zasób łask, które wypraszała potrzebującym nadzwyczajnej pomocy, zwłaszcza chorym.

Ze względu na doświadczenia tej niezwykłej młodej niewiasty Kościół zdecydował się na podjęcie wszystkich niezbędnych czynności, by poprzez proces beatyfikacyjny wniknąć w Boże zamiary. To dla naszego umocnienia i przekonania, że życie jest dużo bogatsze niż nasze wyobrażenia o nim. Skorzystajmy z okazji, jaką stwarza nam – nie tylko dziś – dobry Bóg, byśmy też dojrzewali do doskonałości. Mimo wszystko. Amen.

 

bp Jan Kopiec

ordynariusz gliwicki

 

Dodaj komentarz

Post navigation

  Next Post :
Previous Post :   

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close