32 415 68 48
 

Michałek

top feature image

Michałek

Rana, której lekarze nie potrafili wyleczyć – cud dzięki wstawiennictwu s. Dulcissimy

Klaudia i Łukasz Janiccy przez dwa lata patrzyli na cierpienie Michała, którego nie potrafili uleczyć najlepsi specjaliści. Gdy medycyna rozkładała ręce, a codzienność przepełniał lęk o syna, odkryli jedyne schronienie: modlitwę. Dziś, z sercami pełnymi wdzięczności  opowiadają o cudzie: Bóg całkowicie uzdrowił ich dziecko.

To była chwila. Trzylatek wskoczył na bieżnię elektryczną, po czym spadł z niej tak niefortunnie, że taśma bieżni oparzyła mu skroń. Początkowo lekarze zbagatelizowali ranę. Jednak, gdy po kilku dniach wyglądała coraz gorzej, zaniepokojeni rodzice zwrócili się do najlepszego specjalisty w okolicy. Stwierdził oparzenie trzeciego stopnia i zalecił operację, by wyciąć martwe tkanki i przeszczepić skórę.

Wkrótce Janiccy zauważyli dziwną zależność: rana goiła się, przez tydzień do dwóch jej nie było, i pojawiała się z powrotem.

– Bardzo się baliśmy – mówi Klaudia Janicka. – Modliliśmy i równocześnie byliśmy w szoku. Czuliśmy się, jakbyśmy byli bohaterami jakiegoś strasznego filmu.

Rana była wciąż większa

Lekarze nie wiedzieli, co Michałowi dolega. Szukali rozwiązania, przenosząc go z jednego oddziału  dermatologii i chirurgii na drugi – w różnych szpitalach na Śląsku. Wybitny specjalista od ran zalecił badania w Krakowie mówiąc, że ten przypadek jest tak dziwny, że nadaje się do czasopism medycznych. Wycinki analizowali tam najlepsi wirusolodzy i immunolodzy. Bezskutecznie.

– Byliśmy przerażeni – mówi pani Klaudia. – To był czas koronawirusa, gdy z każdym przyjęciem do szpitala wiązało się nieprzyjemne pobieranie wymazów z nosa i gardła. Syn przeszedł kilka kolejnych operacji bez skutku. Rana po nich była jeszcze większa. Powoli traciliśmy nadzieję.

Bliscy prosili o pomoc

Rana jątrzyła się i rodzice bali się zakażenia. Mocno krwawiła po każdym otarciu. Dlatego Michał nie mógł chodzić do przedszkola, bawić się w piaskownicy, problemem była zwykła kąpiel. Rodzice pilnowali go w nocy i przewracali na drugi bok, by nie urażał rany. Kupowali najlepsze maści, to znów odstawiali je zupełnie. Nic nie pomagało. Kolejni specjaliści rozkładali ręce.

Rana jątrzyła się przez dwa lata.

– Byliśmy zrozpaczeni – mówi Klaudia.  – Doszliśmy do punktu, w którym już kompletnie nie wiedzieliśmy, co robić. Rodzina starała się nam pomóc – przyjaciółka zapalała świece w intencji Michała w katedrach w Niemczech, gdzie mieszka. Dziadkowie codziennie prosili Boga o pomoc dla Michała. Żyliśmy jak w złym śnie.

Wyjątkowe spotkanie

We wrześniu 2022 roku Klaudia poszła do nowej pracy, do szkoły w Pyskowicach. Dzieckiem zajęła się babcia. Dziewięć miesięcy później podczas jednej z rozmów, Klaudia zwierzyła się ze swojego problemu s. Elżbiecie ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, nauczycielce w tej samej szkole. Siostra opowiedziała jej o Służebnicy Bożej, s. Dulcissimie, która za życia pomagała chorym, i zmarła w opinii świętości w ich klasztorze w Brzeziu. Zapewniła, że do dziś wyprasza ludziom szczególne łaski.

– Zacznijcie modlić się nowenną do Niej – zachęciła. – Codziennie. Gdy skończycie dziewiąty dzień, zaczynajcie znów od pierwszego.

Zobaczycie: wszystko będzie dobrze

Klaudia, Łukasz i Michał od razu zaczęli modlitwę i…  ze zdziwieniem zauważyli, że rana zaczęła się goić. Byli jednak ostrożni: przecież najpóźniej po dwóch tygodniach zawsze znów się pojawiała. Czuli się jakby siedzieli na bombie: bali się, że zaraz wybuchnie. Wciąż jednak nic złego się nie działo. „Zobaczycie, wszystko będzie dobrze” – s. Elżbieta dodawała im otuchy. Minęły trzy tygodnie, potem miesiąc i wszystko było w porządku. Powoli zaczęli wierzyć, że zdarzył się cud. Karolina odstawiła wszystkie maści. Chłopiec zaczął spać bez opatrunku.

– Byliśmy przeszczęśliwi.

Wtedy pojechali  pierwszy raz do Raciborza-Brzezia, gdzie spoczywa s. Dulcissima, by jej podziękować. Zapalili znicze, położyli kwiaty. Michał był zdziwiony, że Dulcissima nie żyje – był pewien, że jest inaczej. Za drugim razem spotkali się z siostrami.

Bóg przemawia przez ludzi

Szczęśliwi, wrócili do zwyczajnego życia. Mogą z Michałem chodzić na basen, plac zabaw, jeździć w góry. Dziś Michał ma 8 lat. Z radością patrzą, jak się rozwija i trenuje piłkę nożną. Dużo czasu spędzają całą rodziną na powietrzu: na grach sportowych i wycieczkach. Lubią wspólnie gotować i grać w planszówki.

A gdy rok temu powitali swoje drugie dziecko, córeczkę, nadali jej to samo imię, które s. Dulcissima dostała na chrzcie: Helenka. Chcieli w ten sposób podziękować Jej za opiekę.

Nowennę do s. Dulcissimy odmawiają cała rodziną codziennie do dziś. Michał zna ją na pamięć. A rana już ani razu się nie pojawiła.

– Bóg przemawia także przez innych ludzi – mówi Klaudia Janicka. – I bywa, że spotyka się kogoś takiego w ciemnym momencie życia.

– Jesteśmy żywym przykładem tego, że wiara czyni cuda – dodaje. – Gdy po ludzku wszystko zawiodło, uratował nas Bóg, przez wstawiennictwo Służebnicy Bożej s. Dulcissimy. Warto uświadomić sobie, że świat duchowy – chociaż go nie widać – istnieje, a cuda się zdarzają.

Dorota Niedzwiecka

za https://pl.aleteia.org/2026/06/09/rana-ktorej-lekarze-nie-potrafili-wyleczyc-cud-dzieki-wstawiennictwu-s-dulcissimy/

Comments are closed.

Post navigation

  Next Post :
Previous Post :   

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close