Ks. Piotr uratowany od śmierci (1)

top feature image

Ks. Piotr uratowany od śmierci (1)

Jak Bóg uratował od śmierci księdza Piotra Gaworskiego za wstawiennictwem Siostry Dulcissimy

świadectwo Jana i Ewy Kaintoch

Pszów, 05.02.2014

Czwartek 5 lipca 2012

Cudowny wieczór na naszym tarasie. Grillujemy z księdzem Piotrem. Cieszymy się sobą. Ksiądz mówi, że miał czarny tydzień. Chyba był totalnie przepracowany i psychicznie wyczerpany. Umawiamy się na niedzielę na rowery, aby Piotra odciągnąć od nadmiaru pracy.

Niedziela 8 lipca 2012

Msza św. o 12.00. Obiad. Ładuję 3 rowery na dach [auta]. Około 15.00 zabieramy księdza Piotra z probostwa. Zjeżdżamy autem do Lubomi, aby uniknąć trudnego powrotu pod górkę do Pszowa. Dla Piotra zabraliśmy kask od naszej córki Magdy, ale był za mały i wymieniamy się kaskami. Uprzedzam Piotra, aby używał tylko tylnego hamulca, bo naciskając gwałtownie na przedni można przelecieć przez kierownicę.

Pierwszy postój niezaplanowany przy lubomskich stawach – spotykamy Szymiczków, naszych przyjaciół (skuter). Ile śmiechu i radości w ciągu tych paru minut.

Drugi postój przy kaplicy w Bukowie. Pokazujemy Piotrowi stany wód powodziowych w poszczególnych latach. Najwyższa tabliczka “lipiec1997” ponad naszymi głowami. Jedziemy przez mini Zoo w Bukowie, mijamy Odrę, pałac Lichnowskich w Krzyżanowicach, mijamy czeską granicę w Nowej Wiosce. Tam zaczyna się cudna asfaltowa ścieżka w lesie. Jest dość upalnie, ale w lesie przyjemnie. Odmawiam w czasie jazdy przez las Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Opowiadamy Piotrowi, że teraz tylko zjedziemy z górki do Pisztu, tam zrobimy przerwę przy kościele Matki Boskiej Częstochowskiej i będziemy wracać do samochodu.

Piotr cały czas jechał za mną, bo nie znał trasy. A jak skończył się las i zaczęliśmy zjeżdżać do Pisztu nagle nas wyprzedził i zaczął się rozpędzać. W połowie górki zaczęło wyprzedzać nas auto. Zauważyłem tylko jak Piotr zaczyna “tańczyć” kierownicą, tracić panowanie nad rowerem i przewraca się wprost po jadące lewym pasem auto …Podbiegamy z Ewą. Piotr leży na wznak. Z nosa, ust, z czoła leje się krew. Przewracam go na lewy bok, aby nie zachłysnął się krwią i kładę jego głowę na moich kolanach.

Oboje z Ewą na głos zaczynamy: Jezu Chryste Synu Boga Żywego zmiłuj się nad nami. Jezu Chryste Synu Boga Żywego zmiłuj się nad nami ….

Odpiąłem mu kask, aby mu się lepiej oddychało. Proszę Lenkę, która prowadziła auto, aby zadzwoniła po pogotowie. Dała mi też ze swojej apteczki dwie duże gazy, jedną podłożyłem mu pod głowę drugą przykryłem na głowę. Piotr ciężko oddychał, serce mu pracowało i był nieprzytomny. Ruszał prawą ręką dotykał tych miejsc, które najbardziej go bolały. Pogotowie przyjechało po około 15 minutach, ale wydawało mi się, że minęło parę godzin. Ewa zauważyła, że Piotr w karetce otworzył prawe oko. Dowiedzieliśmy się, że wiozą go do szpitala w Ostrawie. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce kazali nam czekać na drogówkę. Wsiadłem na rower i pojechałem do Lubomi po auto. Zdążyłem po drodze odmówić różaniec i postanowić o abstynencji do końca roku. Wrzuciłem mój rower na dach i zauważyłem, że całe nogi mam we krwi. Ewa w tym czasie szukała okularów ks. Piotra, bo na asfalcie leżało tylko jedno szkło. Bezskutecznie.

Po moim powrocie jeszcze godzinę musieliśmy czekać na policjantów z drogówki. Chcieli zabrać rower na komisariat, ale nie mieścił im się do auta. Zrobili tylko zdjęcia roweru, kasku i krwi na asfalcie. Prosili, abym nie naprawiał roweru do czasu aż Piotr wyjdzie ze szpitala. Po spisaniu danych ks. Piotra i moich – puścili nas. Jechaliśmy prosto do Ostrawy, aby poszukać szpitala i dowiedzieć się coś więcej o stanie zdrowia Piotra. Na stacji benzynowej w Hluczinie umyłem nogi i ręce z krwi. Jakimś cudem bez mapy znaleźliśmy szpital miejski w dzielnicy Fifejdy. Obiecaliśmy, że następnego dnia przywieziemy dowód osobisty Piotra. Miła lekarka choć wiedziała, że nie jesteśmy rodziną powiedziała, że Piotr jest na neurochirurgii, ma krwawienie do mózgu i stan jest poważny.

Wracając do Pszowa zawiadomiliśmy księdza proboszcza i szukaliśmy kontaktu do siostry ks. Piotra. Już w domu udało nam się z Basią skontaktować. Była w Niemczech na wakacjach i powiedziała, że wraca rankiem następnego dnia.

Najgorsza była pierwsza noc. Ani na sekundę nie dało się zasnąć. Cały czas bez przerwy przelatywał mi przez głowę ten wypadek. Sekunda po sekundzie. Ewa rano mi powiedziała, że miała tak samo, nie zmrużyła oka. Tego dnia nie pojechaliśmy do pracy. Zabieramy z probostwa w Pszowie dowód osobisty Piotra. Ruszamy prosto na Bielsko, gdzie w NFZ-cie odbieramy ubezpieczenie Piotra na zagranicę. Prosto z Bielska jedziemy z tymi dokumentami do Ostrawy. Modlimy się na zmianę koronkę i różaniec. Straszna była ta droga, bo Basia dała nam znać, że dodzwoniła się do szpitala i że stan Piotra jest krytyczny.

W szpitalu wpuścili nas na neurochirurgię. Na chwilę mogliśmy Piotra zobaczyć. Basia źle zrozumiała czeskiego lekarza, stan był poważny, ale nie krytyczny.

Pani Doktor neurochirurg powiedziała, że tomografia wykazała krwawienie do mózgu, ale na razie nie ma zagrożenia życia i nie będą operować. Krytyczne od wypadku są pierwsze 3 doby. Jeżeli to przeżyje powinno być dobrze.

Basia wieczorem wraca do Polski. Proponujemy jej mieszkanie u nas i już od wtorku gościmy Basię w naszym domu.

Piotr najgorzej wyglądał we wtorek. Głowa opuchnięta, twarz posiniaczona. Wyszły duże sińce wokół oczu. Cały czas był nieprzytomny.

We środę na pytanie czego by się napił, odpowiedział: cola. To była pierwsza iskierka nadziei, że słyszy i potrafi mówić. W czwartek mówił już więcej i otwierał prawe oko.

Martwiło nas lewe oko, zwłaszcza że ordynator powiedział, że może nerw jest uszkodzony i może nie widzieć na to oko. Ale wieczorem otworzyłem Pismo Święte i przeczytałem przypadkowo pierwsze zdanie z księgi Izajasza: „Oczy widzących będą widziały”.

W sobotę ogromnie zmartwił nas brak ruchu w lewej ręce i nodze Piotra. Masowaliśmy je na zmianę w czasie odwiedzin, wyglądało to groźnie.

Znów w domu otworzyłem Pismo Święte i przeczytałem o uzdrowieniu paralityka. Pan Bóg przemawiał, że mamy ufać.

Księdza Piotra przewieźli 24 lipca z Ostrawy do Jastrzębia na neurochirurgię. A 25 lipca lekarze stwierdzili, że nie widzą konieczności ingerencji neurochirurgicznej i przewieźli go na neurologię do Wodzisławia.

Stan ks. Piotra bardzo powolutku się poprawiał. Zaczął mówić całymi zdaniami, coraz więcej czuwał, mniej spał. Ale lewa ręka i noga na razie nie były w pełni sprawne, I wiedzieliśmy, że powrót do pełni zdrowia będzie wymagał długiej rehabilitacji.

Modliliśmy się żarliwie z siostrą ks. Piotra – Basią, która mieszkała u nas.

Wiele jeszcze zdarzeń martwiło nasze serca w tym czasie, ale staraliśmy się być codziennie na Mszy świętej i ufnie prosić Boga o zdrowie dla Piotra.

26 sierpnia w kaplicy szpitalnej ksiądz Piotr odprawiał pierwszą od wypadku Mszę świętą – w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej. A wypadek miał miejsce 500 metrów od kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Piszcie.

Na początku września wypisali ks. Piotra ze szpitala w Wodzisławiu Śląskim pomimo jego złego samopoczucia i niskiego poziomu sodu. Zbyt niski poziom sodu powoduje zaburzenia świadomości. Odwiedzając w tym czasie Piotra w szpitalu wielokrotnie słuchaliśmy zmyślonych historii i całkowite pomieszanie faktów z przeszłości.

Na szczęście, kiedy siostra Piotra Basia zobaczyła w wypisie ze szpitala, że poziom sodu mocno odbiega od normy a Piotr prawie nie potrafi samodzielnie chodzić natychmiast zawiozła go do szpitala w Jastrzębiu. Będąc we wrześniu na wakacjach otrzymaliśmy sms od Basi, że z Piotrem nie ma kontaktu i stan jest poważny. Martwiliśmy się bardzo i modliliśmy się żarliwie.

Ale potem kryzys minął. Księdza trochę podleczyli i 2 października ks. Piotr opuścił szpital w Jastrzębiu. Przewieziony został na oddział szpitalny do Domu Księży Emerytów w Katowicach. Ale stan zdrowia wcale się nie poprawiał. Cały czas otrzymywał kroplówki z sodem i cały czas miał kłopoty z pamięcią i źle się czuł.

Po serii badań lekarze stwierdzili, że musi przejść operację wszczepienia zastawki do głowy, która ma za zadanie odprowadzać nadmiar płynu mózgowego. Inaczej grozi mu wodogłowie.

Wtedy w grudniu 2012 roku miałem natchnienie, że powinniśmy się modlić za wstawiennictwem siostry Dulcissimy. Ksiądz Piotr potrzebował cudu uzdrowienia a Siostra Dulcissima cudu do beatyfikacji. Od tej pory zaczęliśmy codziennie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem Siostry Dulcissimy.

Ksiądz poszedł do kliniki w Katowicach – Ligocie na wszczepienie zastawki do głowy. Operacja się udała, ale wtedy zaczęły się komplikacje. Zaraz po operacji ksiądz Piotr dostał ataku padaczki. W szpitalu panowała grypa, ksiądz czuł się coraz gorzej. Spędził święta w szpitalu. Kiedy odwiedziliśmy go w klinice 6 stycznia 2013 roku był cały spuchnięty, bardzo ciężko oddychał, gorączkował. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że ma sepsę i jest w śpiączce farmakologicznej. Stan jego określono na bardzo ciężki. Przez znajomego lekarza dowiedzieliśmy się, że z tej sepsy tylko cud go może uratować. A nawet jak z tego wyjdzie będzie intelektualnie na poziomie kilkuletniego dziecka. Codziennie około 19.00 spotykaliśmy się w gronie kilkunastu osób należących do Pszowskiego Ogniska Cudownie Ocalonych w Towarzystwie Przyjaciół Pszowa i odmawialiśmy Koronkę do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem Siostry Dulcissimy. Ksiądz Piotr został wybudzony ze śpiączki po 5 dniach. Ale zagrożenie życia pozostało. Cały czas leżał na Intensywnej Terapii i nikt nie mógł go odwiedzać. Po koniec stycznia badania wykazały, że jest duży ropień na nerce i nerka musi zostać zoperowana.

Wyznaczono termin operacji na 6 lutego. W tym dniu Piotr miał zostać przewieziony do szpitala urologicznego w Katowicach na operację. Jednak karetka do przewiezienia ks. Piotra się spóźniła. Operację przesunięto na dzień następny. 7 lutego rano pojechaliśmy do Brzezia. Poszedłem do spowiedzi przed Mszą św. i powiedziałem księdzu proboszczowi, że ksiądz Piotr będzie miał dzisiaj operację nerki i prosimy o modlitwę. Szczególnie, że modlimy się nieustannie za wstawiennictwem Siostry Dulcissimy a ona ma dzisiaj urodziny.

Ksiądz proboszcz na początku Mszy św. i w czasie modlitwy wiernych prosił Boga o pomyślną operację nerki księdza Piotra. Lekarze jak otworzyli księdza Piotra stwierdzili, że nerka jest tak zaropiała, że trzeba ją całą usunąć. Od dnia 7 lutego i od wycięcia tej nerki Piotr powoli, ale sukcesywnie zaczął wracać do zdrowia. Miał jeszcze pojedyncze napady padaczki oraz ciężkie chwile, szczególnie, aby pogodzić się z tym co się stało. Ale Pan Bóg uzdrawiał jego ciało i duszę.

Dokładnie rok po tym poważnym wypadku pojechaliśmy z księdzem na miejsce zdarzenia a potem na grób Siostry Dulcissimy podziękować za wstawiennictwo siostry Dulcissimy przed Bogiem w intencji uzdrowienia ks. Piotra.

Od grudnia ksiądz Piotr pomaga w pracy duszpasterskiej na parafii w Bytkowie – spowiada, odprawia Msze święte. Cały czas przebiega rehabilitacja i uzupełnianie poziomu sodu poprzez kroplówki. Nadal codziennie odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem Siostry Dulcissimy o całkowite uzdrowienie księdza Piotra Gaworskiego.

Wierzymy głęboko, że to za jej [siostry Dulcissimy] pośrednictwem dokonał się prawdziwy cud uzdrowienia księdza Piotra.

Potwierdzamy, że cała powyższa historia jest zgodna z prawdą.

Jan i Ewa Kaintoch

Fotografie pochodzą z domowego archiwum Państwa Kaintoch

Jan i Ewa Kaintoch, Czechy, lipiec 2013r.

ks. Piotr Gaworski, rok po wypadku 27.09.2013

50 urodziny ks. Piotra

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Post navigation

Previous Post :   

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close